Była moda na fitness, jest na sztuki walki. Dlaczego kobiety "chcą się bić"?

Moda na fitness trwa, choć obserwujemy nowy trend wśród kobiet, a mianowicie sztuki walki. Z ciekawością pytam moje bohaterki, dlaczego chcą się bić.

Sztuki walki od lat kojarzą nam się z mężczyznami 

Przynajmniej tak jest w Polsce, ale na przestrzeni lat to zaczęło się powoli zmieniać. Dlaczego kobiety chcą się bić? Pytam zawodowe sportsmenki reprezentujące takie sporty walki jak karate, judo, zapasy i MMA. Co kierowało nimi, kiedy decydowały się na wybór swojej dyscypliny?

Kobiety często kojarzą nam się z delikatnością i subtelnością. Jednak można być fighterką, a przy tym być nadal kobiecą. Od razu do głowy przychodzi mi kilka takich przykładów. Ronda Rousey jest brązową medalistką Igrzysk Olimpijskich w judo. To ona również była jedną z pierwszych zawodniczek MMA w Stanach Zjednoczonych, a także przez kilka lat niekwestionowaną mistrzynią w UFC. Dzięki swojej sportowej karierze i osiągnięciom zagrała w kilku kinowych produkcjach takich jak chociażby "Szybcy i wściekli 7". Dzięki swojej aparycji, a także atletycznej sylwetce została zaangażowana do filmu "Mile 22" z Markiem Wahlbergiem. 

Teraz podam zupełnie inny przykład. Bardzo popularnym sportem wśród modelek w Stanach Zjednoczonych jest boks. To właśnie dzięki niemu kobiety, które widzimy na okładkach pierwszych stron gazet są szczupłe i wysportowane. 

Wniosek z tego jest taki, że kobiety chcą trenować sporty walki i robią to naprawdę dobrze, a historie, które wam przedstawię są na to dowodem. 

Anna Lewandowska - fighterka z krwi i kości 

Anna Lewandowska to osoba, której nie trzeba przedstawiać. Propagatorka zdrowego stylu życia, żona Roberta Lewandowskiego, a przede wszystkim fighterka. Ania jest wielokrotną medalistką Mistrzostw Polski, Europy i świata w karate tradycyjnym. Choć przeszła już na zawodową emeryturę, to nadal dla wielu młodych dziewczyn jest wzorem do naśladowania.

Agnieszka Matracka: Dlaczego kobiety chcą walczyć i dlaczego zdecydowałaś się na karate?

- Przyjęło się, że sztuki walki powinny być zarezerwowane dla mężczyzn. Otóż niekoniecznie i jestem tego przykładem. Będąc dzieckiem, miałam do wyboru balet, na który to bardzo chciała mnie zapisać mama lub karate, wybrałam to drugie. Miłością do tego sportu zapałałam bardzo wcześnie, podczas zawodów, na które jeździłam z moim wujkiem i kuzynką. Obserwowałam ich i chciałam kiedyś tak jak oni móc zmierzyć się na macie.

Kobieta walcząca nie jest codziennym widokiem. Co cię trzymało w karate przez tyle lat?

- Warto pamiętać o tym, że karate to przede wszystkim filozofia, która uczy szacunku do drugiego człowieka. To podstawa. Karate wszczepiło we mnie dodatkowo pewne silne wzorce zachowań, takie jak konsekwencja, mobilizacja i podążanie do celu. To zostaje, tego się nie zapomina. Wpisuje się w Twoje DNA.

Czy w trakcie kariery odbiór Ciebie jako walczącej kobiety był pozytywny czy negatywny?

- A co jest złego, gdy kobieta jest twarda i walczy? Przecież my takie jesteśmy. Codziennie zmagamy się z tysiącem wyzwań, a sport umacnia. Zawsze chciałam trenować i mieć sparingi z mężczyznami. Oczywiście wiązało się to z większymi kontuzjami, obawami najbliższych i pytaniami „ile jeszcze razy dam sobie złamać nos”, ale było warto, to była prawdziwa szkoła życia, a ja lubiłam podnosić sobie poprzeczkę. Walki z mężczyznami mocno mnie motywowały, były dobrą lekcją życia i sprawdzeniem własnej wytrzymałości. Finalnie odbiór był zdecydowanie pozytywny.

Arleta Podolak - w jej żyłach płynie waleczna krew

Arleta Podolak swoją karierę zaczynała w Zamościu, ale od ponad 10 lat mieszka w Warszawie, gdzie trenuje i się uczy. Jest judoczką, piękną i niezwykle zdeterminowaną. W 2013 roku została indywidualną mistrzynią świata juniorek, rok później zdobyła wspólnie z drużyną dziewczyn brązowy medal na Mistrzostwach Europy. W 2015 roku podczas drużynowych Mistrzostw Świata zdobyła złoty medal. Pech chciał, że żadne media wtedy o tym nie napisały, a szkoda. W 2016 roku pojechała na Igrzyska Olimpijskie, choć nie zdobyła tam żadnego medalu, nadal pozostaje w grze. W pierwszy weekend października bieżącego roku została mistrzynią Polski seniorek.

Agnieszka Matracka: Dlaczego zaczęłaś trenować akurat judo? 

- Na judo zaprowadził mnie tata, kiedy byłam małą dziewczynką. Na początku treningi to była tylko i wyłącznie zabawa z elementami gimnastyki i padów „pod rzuty”. Szybko okazało się, że kocham rywalizację! Judo stało się moim całym życiem. Jest to moja ogromna pasja. Kocham filozofię tego sportu. Najbardziej cieszą mnie treningi technicznie, gdzie trzeba się naprawdę nagłówkować, aby ułożyć ciało tak, żeby rzut stał się techniczny, a nie siłowy. Druga sprawa to fakt, że nauka tego sportu się nie kończy. Ma on niezliczoną liczbę technik w parterze, jak i w stójce. Polecam ten sport każdemu! Coraz popularniejszy staje się nie tylko wśród dzieci i młodzieży, ale też wśród dorosłych.

Judo, choć jest szlachetnym sportem, to czasem bywa niebezpieczne, kontuzje, obtarcia. Masz z tym doświadczenie? Jak sobie z tym radzisz?

- Tak, judo to szlachetny sport. Nie ma żadnych ciosów ani kopnięć, ale pamiętajmy, że jest to jednak sport walki. Poważne kontuzje na szczęście mnie omijają (odpukać), to podbite oko w moim przypadku dosyć częsta sprawa. Mam całą kolekcję zdjęć z „naturalnym cieniowaniem” na oku. Jednak do takich sytuacji dochodzi jedynie przypadkowo. Nigdy się z tym nie kryje, jestem kobietą, która zawodowo trenuje olimpijską dyscyplinę sportu.

Arleta Podolak po mistrzostwach Polski seniorów w judoArleta Podolak po mistrzostwach Polski seniorów w judo fot. Arleta Podolak

Monika Michalik - determinacja to jej drugie imię 

Tworząc ten artykuł, od razu wiedziałam, że bardzo chciałabym, żeby była tutaj wypowiedź Moniki Michalik. Walkę Moniki o brązowy medal w zapasach podczas Igrzysk Olimpijskich w Rio de Janeiro oglądałam z zapartym tchem.

Monika pochodzi z wielodzietnej rodziny, większość jej braci trenowała zapasy. Urodziła się w Trzcielu, gdzie zaczynała swoją przygodę z tym sportem. Zaczęła bardzo późno, bo dopiero w wieku 16 lat. Zazwyczaj w tym wieku zawodowi sportowcy są już na jakimś etapie swojej kariery. Niemniej jednak tak późne rozpoczęcie treningów nie przeszkodziło jej w osiągnięciu ogromnego sukcesu, o którym pisałam wyżej.

Agnieszka Matracka: Dlaczego zaczęłaś trenować zapasy? 

- W mojej miejscowości, w której się wychowałam, nie miałam zbyt dużego wyboru. Od zawsze byłam bardzo aktywna, lubiłam biegać, jeździłam na różne zawody ze szkoły, a do tego byłam niesamowicie uparta. W Trzcielu miałam dwie opcje albo zapasy, albo karate, które swoją drogą przez moment trenowałam, ale ostatecznie ten klub się rozwiązał, więc zostałam przy zapasach.

Monika co cię trzyma od tylu lat w zapasach? 

- Przede wszystkim wola walki i to, że jestem silną osobą i fizycznie, i psychicznie. Jak w każdym sporcie również w zapasach musiałam przejść przez różne chwile, czasem bardzo ciężkie, ale to dzięki swojemu charakterowi do dziś dnia udaje mi się trenować. Nie ukrywam, że już kilka razy mogłam się poddać, ale tego nie zrobiłam. Ja zapasy po prostu kocham i traktuje je jako swoją pracę. Nie jest łatwo, bo kiedy masz zwykłą pracę, możesz wziąć urlop, ja nie mam takiej możliwości, nieważne czy święta, czy nie święta, kiedy przygotowuje się do zawodów, muszę być na nich maksymalnie skupiona.

Masz 38 lat, dwa lata temu zdobyłaś medal na Igrzyskach w Rio, planujesz kolejne w Tokio? 

- Wiek jest dla każdego sprawą indywidualną. Mając 36 lat, zdobyłam brązowy medal na najważniejszej imprezie sportowej, a znam historię, gdzie dziewczyna miała 26 lat i mówiła, że jest już za stara i się nie nadaje. Co do Tokio to na dziś jestem po operacji kolana i się rehabilituję. Jak wrócę na matę, będę się czuła dobrze i mój organizm będzie jeszcze na siłach, to myślę, że jak najbardziej tak.

Wielu zawodowych sportowców po zakończeniu kariery w różnych sztukach walki decyduje się na MMA, planujesz? 

- Dostałam propozycję z KSW już jakiś czas temu, ale jednak pozostałam wierna swojej dyscyplinie, czyli zapasom. Oferta od federacji była dla mnie nie do przyjęcia. 

Katarzyna Lubońska skończyła karierę judo, zaczęła MMA

Katarzyna Lubońska to była judoczka, a obecnie zawodniczka MMA. Kiedy patrzę na jej zdjęcia na Instagramie w normalnych stylizacjach trudno mi uwierzyć w to, że bije się ona w oktagonie. Na co dzień mieszka w Poznaniu, gdzie również trenuje. Już wkrótce, bo 27 października stoczy kolejną swoją walkę. Tym bardziej cieszę się, że udało nam się porozmawiać, bo doskonale zdaję sobie sprawę, że okres przygotowawczy przed taką galą musi być morderczym wysiłkiem. 

Agnieszka Matracka: Jak zaczęła się twoja przygoda ze sztukami walki? 

- Trenowałam judo od 4 klasy szkoły podstawowej przez 9 lat i przyszedł taki moment, gdzie zaczęłam interesować się właśnie MMA, a judo nie sprawiało mi już takiej frajdy jak wcześniej, dlatego postanowiłam spróbować swoich sił właśnie w tym sporcie. Wtedy jeszcze nie była to dyscyplina za bardzo popularna wśród kobiet, ale z biegiem lat pań przybywa i na dzień dzisiejszy jest już spora konkurencja.

Kobieta w MMA nadal nie jest codziennym widokiem, co cię trzyma w tym sporcie walki? 

- Faktycznie jeszcze kilka lat temu dużo osób dziwiło się mnie, że wybrałam sobie taką "mało kobiecą" dyscyplinę, jednak z biegiem czasu ludzie się przekonali, możliwe, że przyczyniła się do tego nasza polska światowa czołówka wśród kobiet, czyli Jędrzejczyk czy Kowalkiewicz. Co mnie trzyma w MMA? To samo, co każdego sportowca innej dyscypliny. Jak już odnajdziemy swoją pasję, chcemy się szkolić, uczyć nowych technik, sprawdzać swoje umiejętności z innymi, rywalizować i wygrywać. MMA jest tak różnorodne, że chyba nie da się umieć wszystkiego. Ciągle trzeba się doskonalić na jakiejś płaszczyźnie i to jest w tym piękne.

Jak odbierają cię inni jako zawodniczkę MMA?

- Z reguły ludzie odbierają mnie i to, co robię pozytywnie, niektórym imponuję. Są tacy, co mnie podziwiają i szczerze kibicują, są też tacy, którzy twierdzą, że MMA to sport dla mężczyzn i nie ma tam miejsca dla kobiet. Tych drugich jednak jest zdecydowanie mniej, ludzie już przywykli do walk kobiet, bo to coraz częstsze zjawisko.

Sztuki walki nie tylko dla sportowców 

W social mediach, szczególnie za granicą możemy zaobserwować ogromne zainteresowanie sztukami walki. Gale UFC są jednymi z najlepiej oglądanych w Stanach Zjednoczonych, a sami zawodnicy MMA są bardziej popularni niż piłkarze. W UFC widzimy również coraz więcej kobiet.

Czy wiecie jednak, że także modelki trenują sztuki walki, w tym szczególnie boks, który jest szalenie popularny wśród modelek Victoria's Secret? Wystarczy spojrzeć na ich szczupłe, atletyczne ciała, żeby wiedzieć, że sporty walki są również świetnym sposobem na zgrabną sylwetkę.

Na bieżąco obserwuję nasz polski show-biznes i również na naszym rodzimym podwórku zauważyłam rosnącą tendencję do sportów walki wśród kobiet, niezawodowych sportowców.

Porozmawiałam na ten temat z Sylwią Nowak influencerką i piosenkarką.

Agnieszka Matracka: Dlaczego postanowiłaś zacząć trenować boks?

- Zawsze mnie ciągnęło do boksu, jednak powodem, który zadecydował o tym, że chciałam spróbować tego sportu była chęć trenowania dla ewentualnej samoobrony. Nigdy nie wykorzystałam treningów do samoobrony w życiu codziennym i obym nigdy nie musiała z nich korzystać! Jednak rzeczywiście ten sport dodał mi pewności siebie.

Czy nie boisz się opinii, że będziesz "męska"? Jak zareagowali na to twoi fani?

- Nie bałam się tego w ogóle. Myślę, że to utarty stereotyp, który nie ma potwierdzenia w życiu. Patrząc na bokserów zawodowych - oni są świetnie wyrzeźbieni, ale nie przerośnięci w masie. Nie mówiąc już o światowych modelkach typu Adriana Lima, Gigi Hadid czy Gisele Budnchen, które również rekreacyjnie trenują boks, a są zupełnie w wersji „slim”. Moi fani również zareagowali pozytywnie, nie dostałam nigdy negatywnej opinii na ten temat, a wręcz wiele wiadomości, że zainspirowałam innych do tego rodzaju treningu, co mnie szalenie cieszy.

Co Ci daje trening boksu?

- Ostatnio się śmiałam do trenera, że to trochę jak wizyta terapeutyczna, oczywiście fizycznie całe moje ciało pracuje, to świetny trening dla nóg, rąk, brzucha czy nawet pośladków. Wbrew pozorom nie pracują tutaj tylko ręce. Dla mnie równie ważny poza tym aspektem fizycznym jest ten mentalny. Oczyszczam głowę i daje upust emocjom podczas treningu.

Co na to trenerzy? 

Rozmawiałam z kobietami, czas na mężczyzn. Postanowiłam o opinię zapytać trenera Dawida Wsiaki, który na co dzień trenuje z kobietami, czy rzeczywiście one chcą trenować sztuki walki?

Już od dłuższego czasu możemy zauważyć zjawisko przejmowania przez kobiety wielu ról, które zazwyczaj „należały” do facetów, a Panie, były delikatnie mówiąc lekceważone. Od służb mundurowych, transportu po zarządzanie i kierowanie ogromnymi biznesami i bardzo podobnie było ze sportami walki. Drogie Panie sztuki walki są dla wszystkich i są super! Pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że w dzisiejszych czasach niezbędne dla WAS! Ostatnio można zauważyć modę na trenowanie sportów walki wśród kobiet, co dla mnie jako propagatora i byłego zawodnika, a obecnie trenera wzrost takiej świadomości bardzo cieszy! Te, które chwyciły bakcyla wiedzą, o czym piszę, samych zalet jest ogrom: bezpieczeństwo, pewność siebie, radzenie sobie ze stresem, samokontrola i częste danie upustu emocjom zdecydowanie podnosi nasz komfort życia! Lepsza koordynacja i zwiększona szybkość reakcji, która zazwyczaj jest pomijana w standardowym treningu, pozwoli nam wyjść z nie jednej opresji. Do tego sporty walki rozwijają nas na każdej płaszczyźnie, kształtując wszystkie zdolności motoryczne. Jednym słowem będziecie sprawne, a przy tym wasze ciało się wysmukli i wyrzeźbi. Poza tym jest to świetna alternatywa do często nudnego treningu cardio. A wy z waszą naturalną zawziętością i często o wiele lepszą gibkością możecie naprawdę trenować na wysokim poziomie. Nie ma określonego wieku, w którym musisz zacząć i nie jedna podopieczna potrafiła się pozytywnie zaskoczyć, mimo że trenuje stosunkowo niedługo. Reasumując, nie dajcie sobie wmówić, że coś nie jest dla was i jeśli chcecie być sprawne i czuć się komfortowo w każdej sytuacji TRENUJCIE SPORTY WALKI! - mówi Dawid Wsiaki multimedalista w Taekwon-Do i trener.

Jak widać kobiety chcą trenować sztuki walki i zawodowo, i rekreacyjnie. Pytam też o opinię trenera, który ma do czynienia z dziećmi. Czy rodzice chętnie przyprowadzają dziewczynki na sztuki walki, czy mają jakieś obawy i czy tendencja jest wzrostowa, czy może wręcz przeciwnie? 

Moim rozmówcą jest wielokrotny medalista mistrzostw Polski, Europy i świata w judo, a także były olimpijczyk Krzysztof Wiłkomirski. Obecnie jest trenerem i prezesem Judo Legia Warszawa. 

Agnieszka Matracka: Jako były zawodnik, a teraz trener i prezes klubu Legia Warszawa widzisz trend na sztuki walki wśród dziewczynek? 

- Niewątpliwie ostatnie lata to boom na sporty walki, a w szczególności na judo. W zasadzie już w każdej szkole podstawowej można znaleźć jakiś klub. Szczerze mówiąc, nie jestem tym zaskoczony, bo ogromne korzyści wynikające z uprawiania judo nawet w formie rekreacyjnej ciężko jest przecenić. Moim zdaniem liczba dziewczynek, które rozpoczynają przygodę z judo, powoli się zwiększa, bo po prostu zwiększa się świadomość rodziców, że judo to najlepszy sport ogólnorozwojowy dla każdego dziecka, a nie tylko dla chłopców. W bardzo wielu krajach na świecie judo jest prowadzone jako WF i jest podstawą rozwoju motorycznego dziecka. Jest też sportem polecanym przez Światową Organizację Zdrowia.

Czego najczęściej obawiają się rodzice dziewczynek trenujących sztuki walki?

- Pomimo coraz większej rozpoznawalności czym tak naprawdę jest judo, ciągle niestety zdarza, że rodzice mają mylne wyobrażenie o zajęciach na macie. Bardzo często mamy czy tatusiowie, którzy przyprowadzą córkę na trening próbny po jego zakończeniu, są zachwyceni i sami przyznają, że wyobrażali to sobie zupełnie inaczej. Zajęcia są prowadzone oczywiście różnie w zależności od wieku ćwiczących, ale zawsze ogromny nacisk stawiamy na poprawę koordynacji oraz gimnastykę w tym naukę bezpiecznego upadania, którą można wykorzystywać przez całe życie nie tylko na macie, tym samym minimalizując ryzyko złamań czy poważnych obrażeń. Dopiero gdy nasi podopieczni są gotowi, wprowadzane są elementy technik judo oraz rywalizacji. Nie możemy oczywiście zapomnieć o świetnej zabawie, która jest niezbędna w zaszczepianiu u dzieci przyjemności z aktywności fizycznej. Judo dodatkowo wspaniale uzupełnia proces integracji zmysłów, które powszechnie są wypracowywane na zajęciach SI (Integracji Sensomotorycznej). Żeby opisać wszystkie walory judo, nie mamy na to miejsca, dlatego zawsze powtarzam, że najlepiej jest przyjść na zajęcia pokazowe, samemu ocenić i podjąć decyzję.

Czy na przestrzeni lat popularność sztuk walki wśród dziewczynek rośnie, maleje czy może jest stała?

- Zajęcia judo prowadzone są dla grup mieszanych i zazwyczaj przewaga liczebna jest po stronie chłopców, ale nie jest to reguła i w swoim klubie mam takie grupy, gdzie dominują dziewczynki. Nie wiem, jak sytuacja wygląda w innych sztukach walki, ale judo jest sportem, gdzie dziewczynki świetnie się odnajdują i traktują to jako przygodę i świetną zabawę. Nie każdy musi zostać mistrzem i wygrywać zawody. Często trening jest pasją dająca możliwość przeżycia czegoś wyjątkowego i może właśnie dlatego coraz częściej na macie widzimy dziewczynki. Nie wrzucajmy też judo do jednego worka z innymi sztukami walki, bo różnice są ogromne. Jeśli dziecku nie spodobało się na innych zajęciach, naprawdę proponuję choć raz wykonać minimalny wysiłek i przyjść z dzieckiem na zajęcia judo, a następnie mając pełen obraz podjąć decyzję. Mam w klubie mnóstwo dzieci, które wcześniej liznęły i zrezygnowały z jakiejś innej sztuki walki, a u nas zostają na długie lata. Nie zapominajmy również, że judo to także umiejętność samoobrony, którą dziecko może wykorzystać w razie potrzeby przez całe życie. Nie pozostaje mi nic innego jak polecić Państwu judo i być może kiedyś zobaczymy się na macie lub zawodach, a może wspólnie będziemy podziwiać występ na Igrzyskach Olimpijskich.

Sztuki walki są dla kobiet

Kobiety w dzisiejszych czasach "chcą się bić". Widzimy tutaj kilka powodów, dlaczego chcą to robić. Po pierwsze, większość z nich decyduje się na sztuki walki już jako dzieci i przez lata dąży do osiągnięcia najlepszego wyniku sportowego, a rywalizacja staje się nieodłącznym elementem ich życia. Po drugie sztuki walki, bez względu na to, jaki sport wybierzemy, kształtuje nasz charakter i pomaga w codziennym życiu. Możemy tu mówić o determinacji, świetnej organizacji czasu czy konsekwencji w dążeniu do celu. Po trzecie, dzięki sztukom walki kobiety nie tylko dbają o sferę psychiczną, ale i fizyczną. Regularne treningi i ogromny wysiłek, który trzeba włożyć w daną dyscyplinę sportu, owocuje atletyczną i zgrabną sylwetką.

Również wśród dzieci sztuki walki są coraz bardziej popularne i mam wrażenie, że ten trend szybko się nie skończy. Mam nadzieję, że już wkrótce będziemy z dumą słuchać Mazurka Dąbrowskiego podczas najważniejszych imprez sportowych, kiedy to kobiety będą stawać na najwyższym stopniu podium, właśnie w sportach walki.

Przetestowałam zajęcia z krav magi. Jak oceniam trening?

AEROBOX - trening, dzięki któremu zgubisz kilogramy, wzmocnisz mięśnie i nauczysz się walczyć

 

Przetestowałam zajęcia capoeiry. Jak oceniam trening?

Nasza redaktorka przetestowała brazylijskie jiu-jitsu. Jak ocenia TEN trening?

Więcej o:
Skomentuj:
Była moda na fitness, jest na sztuki walki. Dlaczego kobiety "chcą się bić"?
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX